Zdanie relacji z wyjazdu w góry, aby każdy mógł się pod nią podpisać to rzecz trudna. Każdy postrzega poszczególne wydarzenia inaczej. Jednemu podoba się zdobywanie szczytów, innemu szum potoku, jeszcze innemu penetracja jaskiń. Żeby zaspokoić po części żądze poznawcze wszystkich - było wszystkiego po trochu... Tydzień to za mało, aby pokazać piękno Polskich Gór, z drugiej zaś strony wystarczająco dużo, aby zarazić "łażeniem po Tatrach"...
Tak więc w skrócie: każdy już poznał zasadę obowiązującą w górach: im wyżej tym widoki są piękniejsze, jednak za podziwianie trzeba zapłacić większym wysiłkiem i kilkoma litrami potu, gdyż po prostu trzeba tam wejść. Inna "zasada górska" to przekraczanie własnych słabości, barier podczas pokonywania trudnego szlaku, czy też zdobywania szczytu, jednak w górach zawrócić ze szlaku to nie wstyd, jeżeli wiemy, że jest ponad nasze siły. Kolejna zasada to: zdobycie szczytu to dopiero 1/3 sukcesu, bo trzeba jeszcze bezpiecznie zejść a jesteśmy już zmęczeni i... "z góry łatwiej spaść niż pod górę". Dobitnym przykładem jest nasze schodzenie z Sarniej Skały. Nieprawdaż?! PLANOWANIE SZLAKU TO PODSTAWA.
Z tego miejsca chciałbym serdecznie podziękować wychowawcom: Panu Jarkowi i Pani Agnieszce, za super współpracę i wzorową opiekę nad uczestnikami naszego obozu, również za to, że "przez nich" przebudowałem niemal cały pierwotny plan wyjazdu, dzięki temu wszyscy bez wyjątku mogli zasmakować tego wszystkiego, co w górach jest najlepsze... Słowa uznania należą się też Pani Prezes Beacie, bo bez jej wkładu nie byłoby wyjazdu tak atrakcyjnego pod każdym względem i ...taniego. Mieliśmy również obłędnego kierowcę-pilota, wtajemniczeni wiedzą o co chodzi... Omijanie zakopiańskich korków to jego specjalność - spokojnie mógłby się z niej doktoryzować.
No więc...
Podróż do Zakopanego jak zawsze męcząca, bo długa. Inspekcja Transportu Drogowego zepsuła mam zwiedzenie Wawelu i "Dzwonu Zygmunta" - sprawdzali skrupulatnie wszystko przez 40 min i po prostu nie zdążyliśmy. (Nie znaleźli nic). Spacer z przewodnikiem po Starym Mieście pozwolił poczuć klimat tego miejsca. Pamiętajcie w Krakowie nie ma "starówki" tylko Stare Miasto. Krętą Zakopianką dotarliśmy do pensjonatu w Białym Dunajcu. Złapałem nawet jednego "pawia" za ogon (nie swojego oczywiście). Całe szczęście, że jednego a nie cały kurnik!!! Warunki mieszkaniowe - zaskoczyły - naprawdę bardzo przyzwoite, żeby jeszcze materace na łóżku były bardziej miękkie... Część osób miała kłopot z przestawieniem się na obowiązującą zasadę żywienia: śniadanie i obiadokolacja, ale zawsze można było zrobić sobie kanapek do oporu...
Tym razem postanowiłem, że nie będę robił zdjęć, tylko krótkie filmy. Aparatem fotograficznym co prawda, więc jakość nie powala, ale zawsze coś. Relacje będą się pojawiać sukcesywnie - mam nadzieję...
Pozdrawiam
Tomasz Mucuś
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentuj mądrze i kulturalnie,